Bycie zamordowaną kochanką ma to do siebie, że wprawiasz akcję w ruch.
Twój kochanek będzie podejrzanym, będą go przesłuchiwać. Jego żona i jej trzy futra. Gronostaje, gronostaje, gronostaje.
Żona twojego kochanka spali jedno ze swoich futer z gronostajów, gdy zwrócą je policjanci, to, które zabrali jako dowód, to, które okrywało twoje nagie ciało. Rozpali w ogrodzie ognisko — pomyśleć, że tymi wymuskanymi, szczupłymi dłońmi potrafi zrobić coś takiego. Rzuci na nie futro z gronostajów, ściągnie usta w uśmiechu czy może drwinie. Będzie pijana czerwonym winem, tym, które twój kochanek lubił zostawiać na specjalne okazje.
Policjanci zostaną znów wezwani do domu po ognisku, gdy sąsiedzi poskarżą się na krzyki i walenie, dźwięk tłuczonych przedmiotów.
Gdy przyjdą policjanci, twój kochanek będzie siedział na kanapie z głową w dłoniach, jego żona stała nad nim w jedwabnej koszuli nocnej, zaciskała spalone strzępy gronostajów: Jak mogłeś nam to zrobić?
Przepraszam, powie twój kochanek. Policjanci wezmą to za przyznanie się do winy. Policjanci pomyślą, że twój kochanek zamordował cię, aby cię uciszyć.
Policjanci pomyślą o tobie jako o szantażystce, zachłannej, pazernej kobiecie. Policjanci zobaczą twoje nagie ciało, wyłonią je spod futra, zbadają ślady pętli na szyi, pomyślą o własnych żonach, własnych kochankach. Pomyślą: Biedactwo, dostała, na co zasłużyła.
Twojego kochanka wyprowadzą z domu w kajdankach. Byłaś tam tylko dwa razy, gdy jego żona wyjechała ze swoim ulubionym futrem z gronostajów, a on wziął cię na ich łóżku, gdzie jak mówił, nie tknął żony od lat. Gapiłaś się w sufit, zaciskając dłonie na prześcieradle. Potem owinął cię futrem z gronostajów, które w przyszłości okryje twoje martwe ciało, powiedział: Dziewczyna taka jak ty zasługuje na ładne rzeczy.
Gdy twój mąż będzie siedział w areszcie w szykownym włoskim garniturze, jego żona spakuje walizkę, rozpakuje, spakuje na nowo.
Twój kochanek zadzwoni do prawniczki; jego żona zadzwoni do swojej. Prawniczki powiedzą: Nie mów im niczego. Prawniczki powiedzą: Mówienie zostaw mnie. Obie prawniczki będą skrycie podejrzewać, że ich klient jest winny. Prawniczki będą składać wnioski, z trzaskiem otwierać i zamykać teczki, kroczyć ze stukotem obcasów wzdłuż sądowych korytarzy w swoich eleganckich butach.
Od czasu do czasu będzie przywoływane twoje zdjęcie. W śledztwie policjanci szczególnie upodobają sobie dwa, pierwsze to selfie pobrane z twojego telefonu, na którym z przymrużonymi oczami robisz dzióbek.
Czy poznaje pan tę kobietę? będą pytać, po czym pokażą zdjęcie twojego nagiego ciała na podłodze, owiniętego futrem z gronostajów.
A teraz ją pan poznaje?
Policjanci będą skrycie woleć zdjęcie, na którym jesteś martwa, odnajdą pewien powab w rozchyleniu twoich warg, zasinieniu szyi, pewną grację w twojej śmierci, pewną kruchość, pewną wartość.
Na pierwszym zdjęciu wcale nie robisz dzióbka. Posyłasz całusa.
Pocałuj mnie, napisał do ciebie twój kochanek. Chcę, byś mnie pocałowała.
Wyjdę głupio, odpisałaś.
Proszę, napisał. Proszę.
Policja zapakuje twoje rzeczy, zwróci je po pogrzebie twojej współlokatorce.
Jaką dziewczyną była? zapytają.
Miłą, odpowie twoja współlokatorka. Cichą.
Twoja współlokatorka nigdy nie będzie podejrzaną. Twoja współlokatorka będzie czytać o postępach śledztwa w gazecie. Twoja współlokatorka z czasem zapomni twoje drugie imię.
Ludzie będą pytać twoją współlokatorkę: Czy ty z nią nie mieszkałaś? Tą zamordowaną kobietą?
To pytanie nie będzie twojej współlokatorce przeszkadzać, poza jednym razem, gdy będzie szykować się do ślubu, a w czasie przymiarek sukni pracowniczka salonu zapyta, rozpinając miarę krawiecką nad jej ciałem: Czy pani nie mieszkała z tą zamordowaną kobietą?
A twoja współlokatorka, z rękami skrzyżowanymi na gołych piersiach, zacznie płakać. Łzy ją zaskoczą; wytrze je jedną ręką, drugą trzymając na piersiach, uzna, że jest przewrażliwiona z powodu nadchodzącego ślubu.
Nie, powie. Nigdy jej nie znałam.
Śledztwo będzie ciągnąć się latami. Żona twojego kochanka będzie trzymać walizkę pod łóżkiem, na wszelki wypadek, będzie mieć własne łóżko, własną sypialnię, podczas kolacji na mieście siedzieć ze swoim mężem przy jednym stole dla zachowania pozorów, przedstawiać się ważnym ludziom: Och, to było zwykłe, straszne nieporozumienie. Liczymy, że niedługo wszystko się wyjaśni.
Żona twojego kochanka będzie się uśmiechać z zaciśniętymi ustami. Żona twojego kochanka opanuje ten zaciśnięty uśmiech do perfekcji. Będzie się budzić w nocy w swoim łóżku, z tym uśmiechem na twarzy, dotykać w mroku kącików ust, myśleć o tobie.
Nie musiałaś umrzeć, będzie mówić, czytając w gazecie artykuły na rocznicę twojej śmierci, mówić do twojego zdjęcia z dzióbkiem na pierwszej stronie. Nie musiałaś mi tego robić.
Żona twojego kochanka będzie się za tę myśl nienawidzić, wbijać w dłonie wypielęgnowane paznokcie. Będzie się uśmiechać znad gazety do swojego męża, tym wyuczonym, zaciśniętym uśmiechem.
Podaj proszę sól, powie, pilnując, by gdy ją poda, ich ręce się nie zetknęły.
Tekst ukazał się pierwotnie w piśmie Cotton Xenomorph.